"Wszystkie rodzaje sensu Pisma świętego powinny się opierać na sensie dosłownym", powiada Katechizm Kościoła Katolickiego za
Summą teologii św. Tomasza z Akwinu. No pięknie ładnie, tylko ten sens dosłowny często wygląda na jakiś taki pomylony.
Następnie sporządził odlew "morza" o średnicy dziesięciu łokci, okrągłego, o wysokości pięciu łokci i o obwodzie trzydziestu łokci. [1Krl 7:23]
Znaczy, pi = obwód/średnica = 3?
Ludzie, którzy mu [Pawłowi] towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. [Dz 9:7]
"Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli." [Paweł relacjonując to samo wydarzenie, Dz 22:9]
Znaczy słyszeli i nie widzieli, czy widzieli i nie słyszeli?
Zresztą, kiedy ktoś ma problemy z Bożym nakazem wyrzynania w pień plemion kananejskich albo czymś w tym rodzaju, to często słyszy odpowiedź: "bo tego nie można brać tak dosłownie". To w końcu jak to jest z tym sensem dosłownym?
Poniższe wyjaśnienie pochodzi od świętego Tomasza z Akwinu i wydaje mi się rozsądne. Natrafiłam na nie ostatnio dwa razy, otwierając przypadkową książkę w przypadkowym miejscu (jedną z ksiązek był
Traktat o Bogu, czyli pierwsze 26 kwestii
Summy z komentarzami, drugą -
Sztuka i piękno w średniowieczu Umberta Eco, przeglądana bezmyślnie w jakiejś księgarni), więc chyba to ważne i powinnam napisać.
Otóż, sens dosłowny to to, co autor miał na myśli. To wbrew pozorom nie jest takie głupie. Ludzie się czasem mylą, przejęzyczają itp. Czasem posłużą się niezgrabną (albo i zgrabną, ale nierealisstyczną) metaforą, czasem wyrażą się nieprecyzyjnie bądź niejasno.
Zdarzyło mi się w życiu wykonywać pracę tłumacza. Tłumacz miewa podobne rozterki: autor coś tam napisał, oczywiście miał na myśli coś innego; czy w tej sytuacji tłumaczyć to co jest, czy to co ma być? Jeśli faktycznie jest oczywiste, jak poprawić błąd, to tłumaczy się jednak to co miało być. W ten sposób tłumacz wypełnia swoje właściwe zadanie, którym jest przekazanie
myśli autora.
Podobne rozróżnienie pojawia się pzy okazji przypowieści ewangelicznych. Jeśli czytam:
Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę14, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. [Mt 21:33b-35]
to wiem, że te słowa są w (domyślnym) cudzysłowie; że ewangelista Mateusz nie chce powiedzieć, że jakiś faktyczny gospodarz stracił w ten sposób jakieś faktyczne sługi, ale jedynie, że Jezus taką historyjkę opowiedział. Jasne, prawda?
No tak - ten przypadek jest akurat ewidentny, ale bywają całe księgi Pisma, które są "w domyślnym cudzysłowie", których autorzy wcale nie mieli na myśli, że wydarzenia odbyły się dokładnie tak jak opisują. Czy psalmista pisząc
Na topolach tamtej krainy
zawiesiliśmy nasze harfy. [Ps 137:2]
myśli o instrumentach muzycznych faktycznie zawieszonych na gałęziach drzew, czy też przez ten surrealistyczny obraz chce przekazać tęsknotę za Jerozolimą, która odbiera chęć do śpiewania?
No dobrze - ale po czym właściwie mamy poznać, czy dany tekst stoi w domyślnym cudzysłowie? Tu się przydaje, oczywiście, zwykły zdrowy rozsądek, ale też egzegeza - czyli nauka o interpretacji tekstu. Cóż to za nobilitacja dla rozumu ludzkiego, dla metody naukowej!... Dzięki Ci, Boże!