26.12.06

Łańcuch zakotwiczony w Niebie

Liturgia. Ciężko nam się o niej rozmawia, bo nawet nie wiemy, gdzie się kończy liturgia, a zaczyna co innego: paraliturgia, celebracje pozaliturgiczne, pobożność ludowa... Katechizm tego nie precyzuje; zgrubna reguła, jakiej nauczył mnie kiedyś pewien kapucyn - liturgia to to, co pochodzi bezposrednio od Chrystusa - też nie wszystko wyjaśnia. Bo w jakim sensie spowiedź pochodzi od Chrystusa, a smażenie ryb od Niego nie pochodzi?

Więc chciałoby się zobaczyć płynne przejście od celebracji Eucharystii, której nikt miana liturgii nie odmawia, aż do barokowego bogactwa nabożeństw i modlitw, a nawet prostych gestów łamania opłatka czy zapalenia świecy. I chyba można się takiego przejścia dopatrzeć, jesli się zacznie wyżej. Nie od mszy. Od Apokalipsy.

Liturgia jest „czynnością” całego Chrystusa (Christus totus). Ci, którzy obecnie ją celebrują - poprzez znaki, którymi się posługują - uczestniczą już w liturgii niebieskiej, gdzie celebracja w całej pełni jest komunią i świętem. [KKK 1136]
Nasza liturgia "podczepia się" pod liturgię niebieskiego Jeruzalem, stamtąd czerpie swą siłę i wieczną aktualność. W analogiczny sposób pod liturgię podczepiają się wszelkie paraliturgiczne gesty i ceremonie, kolejno bardziej i bardziej wtórne. Świeca zapalana przy rodzinnej kolacji jest córką tej zapalanej na modlitewnym spotkaniu Kościoła, wnuczką tej płonącej w czasie mszy na ołtarzu, prawnuczką paschału. I praprawnuczką Świecy płonącej wiekuiście przed tronem Boga i Baranka.

6.12.06

Co jest nieludzkie

Z dyskusji na zakończenie rekolekcji: dziewczyna, w naszym wieku, walczy z rakiem. Mogłoby jej pomóc naświetlanie, ale to ryzyko przepalenia tętnicy (wylew, śmierć na miejscu). Lekarze mówią, że sama musi zdecydować, nikt tego nie zrobi za nią. Ale to przecież nieludzkie, żeby wszystko zależało od naszej decyzji! Bóg na pewno postanowił, czy ona ma żyć, czy umrzeć; i jeśli ma żyć, to przeżyje, niezależnie od tego, co zdecyduje.

Nieludzkie? Mnie się wydaje, że nieludzkie to by było, gdyby od naszych decyzji nic nie zależało...

5.12.06

Opium dla mas

-- Nie wydaje ci się czasem, że religia to opium dla mas, że to wszystko jest bez sensu, że żadnego Boga nie ma, a wiara służy jedynie zaspokojeniu naszych własnych potrzeb psychicznych? Bo mnie czasem takie myśli nachodzą.
-- Ale to są dwa pytania. Jedno, czy przychodzi mi czasem do głowy, że Pana Boga nie ma; a drugie, czy przychodzi mi czasem do głowy, że to, co robię, robię dla siebie a nie dla Niego.
-- ...no dobrze, to są dwa pytania. Więc?
-- Na pierwsze nie. Na drugie tak.

4.12.06

Logike latreia

1-3 grudnia, Zagórze Śląskie, rekolekcje "Dojrzałość - Wolność - Odpowiedzialność". W sobotni wieczór klękamy do adoracji. Agnieszka K. rozdaje kartki z inspirującymi tekstami do rozmyślań. Jaś (mój mąż) losuje jedną dla mnie, jedną dla siebie, podaje plik dalej. Biorę swoją kartkę i czytam.
Odnaleźć Jezusa jak zapomnianą melodię, jak kolor nieba wiosennego, jak ciszę morza o wczesnym poranku.
[To z ks. M. Malińskiego - na kartce tej informacji nie było, ale powielając ją publicznie powinnam chyba dodać źródło].
Cooo??!?
Co to w ogóle znaczy? Co ma jedno z drugim wspólnego? Dlaczego dostał mi się jakiś pseudopoetycki bełkot, z gatunku "Zegarmistrz światła purpurowy", w którym nie sposób dopatrzeć się żadnej logiki? O czym ja mam tu mysleć? I w dodatku dostałam ją z rąk mojego własnego mądrego, logicznego, poukładanego męża! Et tu, Brute, contra me?

Nieruchomo wcisnieta w ławkę kaplicy Domu Rekolekcyjnego, wewnątrz kipiałam. Już wcześniej parę spraw mnie zirytowało, więc nerwy miałam napięte jak postronki. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie wstać i nie wyjść na korytarz, żeby jakoś wyładować złość, ale nie byłam pewna, czy korytarz nie jest wciąż zajęty przez tłumek spowiadających się gimnazjalistów. Gryzłam się więc w milczeniu, pozwalając jedynie pojedynczej łzie wściekłości spłynąć po policzku.

Ale zaraz, spokojnie. Nic nie dzieje się bez przyczyny, skoro taką kartkę dostałam to widocznie taka akurat była mi potrzebna, trzeba przyjąć ją w pokorze i starać się zrozumieć, co Pan chce mi przez to wydarzenie powiedzieć. Nie?

Starałam się, słowo daję że się starałam. Dobre dwadzieścia minut. Nie pomogło.

Potem dałam spokój tej kartce, modliłam się, jakoś odzyskałam spokój. Kiedy sobie uświadamiam, że naprawdę stoję twarzą w twarz z Jezusem Eucharystycznym, inne rzeczy przestają być ważne. Ale po skonczonej modlitwie poszłam do Agnieszki z reklamacją. Kręciła nosem ("skoro taką kartkę dostałaś to widocznie taka akurat była ci potrzebna"), ale dała drugą, zrozumialszą.

Wzięłam i poszłam, zastanawiąjąc się jeszcze, czy dobrze zrobiłam. Czy miałam prawo tak postapić. Przecież skoro taką kartkę dostałam, to widocznie właśnie taka była mi potrzebna, nie?

Ale jeśli nawet - to może właśnie po to była mi potrzebna, żeby mnie sprowokować do protestu? Żeby mnie nauczyć, że mam prawo sama kształtować swoją modlitwę, sama decydować, czym się ona będzie karmić, że mam prawo - i obowiązek - brać odpowiedzialność za jej kształt?