11.11.06

Po co nam ta Polska?

Święto Niepodległości. W tym roku w sobotę, więc nie ma nawet dodatkowego wolnego dnia. Ktoś gdzieś pewnie odprawia mszę za ojczyznę, ktoś gdzieś moknie pod jakimś pomnikiem, drobni handlarze pośpiesznie nakrywają stragany folią. W Galerii Dominikańskiej pełno ludzi, zajęci oglądaniem, przymierzaniem, kupowaniem, do środka nie dociera ani deszcz, ani ten pożal-się-Boże świąteczny nastrój. Bo niektórzy to tak pytają: "po co nam ta Polska?" - rzuciła mimochodem Ania L. w trakcie naszej ostatniej rozmowy (szykowałyśmy spotkanie dyskusyjne o emigracji na środę), a ja jakoś nie mogę przestać o tym myśleć. Faktycznie, po co? Przecież "nie ma już Żyda ani Greka", przecież Europa się jednoczy, przecież żyjemy w globalnej wiosce, przecież liczą się "małe ojczyzny"... Nie wiem, jak "niektórzy", ale ja potrzebuję Polski. Potrzebuję jej może nie bardziej, ale i nie mniej, niż moich ojczyzn większych i mniejszych: Europy, Ziemi, Dolnego Śląska, Wrocławia. Tamte też są ważne i cenne, ale wspólnota narodowa ma swoją specyfikę nie do zastąpienia. I nie chodzi mi tylko o wspólnotę języka, choć zdarzało mi się znienacka usłyszeć polską mowę w hiszpańskim hipermarkecie czy na holenderskim lotnisku i zawsze niezmiernie mnie to cieszyło. Chodzi mi o wspólnotę tradycji, obyczaju, kultury. Chodzi mi o coś, co z braku lepszego słowa nazwę wspólnotą sztandaru. Sztandar sam w sobie nie przedstawia specjalnej wartości, a jednak traktuje się go jako bezcenny - i właśnie przez to traktowanie nabiera ceny. Jest czymś wystarczająco wielkim i ważnym, aby za niego ginąć - a najlepszy dowód to to, że ludzie faktycznie za niego ginęli. Pozwala czuć zbiorową dumę bez winy - bo nie z siebie jesteśmy dumni, ale z czegoś większego od nas, czego jesteśmy tylko depozytariuszami. Nie tylko małoduszny, ale zwyczajnie głupi jest argument ja sobie ojczyzny nie wybierałem, więc żadne obowiązki względem niej na mnie nie ciążą. To naprawdę nie jest tak, że lojalność obowiązuje wyłącznie względem tych wspólnot czy idei, które sami sobie wybraliśmy. Jest niemal dokładnie na odwrót. Co swobodnie wybrane, wolno swobodnie zmienić: poglądy polityczne, kierunek studiów, miejsce zamieszkania, miejsce pracy. Nawet akceptacja społeczna rozwodu wydaje się znacznie wyższa niż akceptacja społeczna np. zerwania stosunków towarzyskich z rodzeństwem. W rzeczywistości lojalność obowiązuje przede wszystkim wobec tego, co wyrosło samo z siebie i zostało nam dane jako dar. A czymś takim jest m.in. naród. (Albo rodzina. Albo łaska.) Jest tak po trosze i dlatego, że idea, którą świadomie wybieramy i w pełni kontrolujemy, może być tylko tak wzniosła i bogata, jak nasza świadomośc w momencie wyboru. Polskość jest pojęciem znacznie pojemniejszym niż cokolwiek, co mogłabym sobie sama wymyślić. Do polskości długo jeszcze będę dorastać. Polska to furkot huzarskich skrzydeł. To pokorna nieustępliwość Judymów i Siłaczek. To rozpaczliwe bohaterstwo powstańców Warszawy. To królewski gest Skłodowskiej, chrzczącej nowo odkryty pierwiastek "polonem". To sarmacka rubaszność. To biało-czerwona opaska na ramieniu strajkującego robotnika. To geniusz i szaleństwo Mickiewiczow i Witkacych. To roześmiana twarz Mateusza Kusznierewicza. To kunszt ludowego świątkarza, rzeżbiącego w miękkim drewnie figurkę Chrystusa Frasobliwego (podobno takich przedstawień postaci Zbawiciela nie spotyka się nigdzie poza terenami niegdysiejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów). To zwycięska wyprawa Sobieskiego, wspierana modlitwą królowej Marysieńki i ukoronowana tym porażającym swą lakonicznością, a pełnym godności listem do papieża "Veni. Vidi. Deus vincit." To krakowska kierezja i góralska gunia. To rumiane od mrozu dzieciaki, jeszcze za mojej pamięci chodzące po domach "z Herodami". To "długie nocne rodaków rozmowy". To uczciwe zeznanie podatkowe. To łza kręcąca się w oku, kiedy Jacek Kowalski śpiewa "Psalm rodowodowy".
Ale jeszcze nie jest pobity Świetny okręt Rzeczpospolitej; Czasem we śnie widzę nagle, Jak rozwija świetne żagle, Hardym dziobem fale rozpruwa, Liczna, bitna załoga czuwa, Złoty sztandar podniesiony, Aż ocieram łzę, wzruszony. Republiko! gdzie się zataczasz, W jakie obce porty znów zbaczasz, A z ojczystej twojej strony Czyj dom będzie uczyniony? - Ja się zowę rzeką podziemną, Bóg jest ze mną, orzeł nade mną; Choć się skryję, to wypłynę, A bądź pewien, że nie zginę.
Co? A tak, owszem. Kartka wyborcza też.

Brak komentarzy: