Sobór Watykański II wskazuje na trzy kryteria interpretacji Pisma świętego, odpowiadające Duchowi, który je natchnął: [...]
3. Uwzględniać "analogię wiary". Przez "analogię wiary" rozumiemy spójność prawd wiary między sobą i w całości planu Objawienia.
Jeśli coś (w Piśmie świętym) nie trzyma się kupy, to prawdopodobnie źle to rozumiem.
To jest trochę podobne do czegoś, co regularnie zdarza się przy czynnym uprawianiu matematyki. Zastanawiając się nad badanymi obiektami, prowadząc rozumowania, w pewnym momencie coś się przestaje zgadzać. Na to samo pytanie dostajemy dwie różne odpowiedzi, w zależności od drogi, którą do nich dochodzimy. Mówimy wtedy "znalazłem sprzeczność w matematyce" - i usilnie dokładamy starań, żeby tę sprzeczność rozwiązać, to znaczy: żeby znaleźć miejsce, w którym popełniliśmy błąd. Teoretycznie zdajemy sobie sprawę, że ten wisielczy żart może być prawdziwy, że matematyka naprawdę może być sprzeczna; ale nie bierzemy tego poważnie, uparcie szukamy błędu we własnym rozumowaniu. Zresztą, gdyby matematyka okazała się sprzeczna, to przecież świat by się nam zawalił.
I tak samo zachowuję się, kiedy znajdę rzekomą sprzeczność w Piśmie świętym czy w nauce Kościoła: szukam błędu we własnym rozumieniu. Bo gdyby błąd był w Piśmie, a nie we mnie, to świat by mi się zawalił.
Ta zasada sprawdza się zresztą doskonale również w stosunkach międzyludzkich: najpierw szukać błędu we własnym rozumieniu. Jeśli to, co mówi mój rozmówca, nie trzyma się kupy, to prawdopodobnie źle go rozumiem. Jeśli to, co mówi, brzmi skandalicznie, to prawdopodobnie źle go rozumiem. Jeśli w tym, co mówi, widzę sprzeczność, to prawdopodobnie źle go rozumiem. Takie założenie chroni przed potępianiem w czambuł, pozwala zachować nadzieję na porozumienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz