Właściwie, dlaczego miałby to być najgorszy wypadek? Jeżeli wiara jest przekazywana z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenia, to chyba lepiej przekazać ją w stanie niezmienionym, niż dodawać coś od siebie, ryzykując przekłamanie?
Trzeba zatem nieustannie oczyszczać nasz język z tego, co ograniczone, obrazowe i niedoskonałe, by nie pomieszać "niewypowiedzianego, niepojętego, niewidzialnego i nieuchwytnego" Boga z naszymi ludzkimi sposobami wyrażania. [KKK 42]W słowach, którymi przekazano mi wiarę, jest wszystko, czego potrzebuję. Jest wszystko, bo ten, kto mi wiarę przekazywał, nie mówił od siebie, ale z Ducha. A gdy was poprowadzą, żeby was wydać, nie martwcie się przedtem, co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane. Bo nie wy będziecie mówić, ale Duch Święty. [Mk 13,11] (Myślę, że to się odnosi poniekąd do wszelkiego głoszenia Słowa, nie tylko w obliczu prześladowań; wielu z nas zresztą nie spotyka żaden prześladowanie poważniejsze niż konieczność publicznego wyznania wiary).
I z drugiej strony: słowa, w jakie ubiorę swoje świadectwo, nie są nieważne. Są najważniejsze na świecie, ale o ich stosowność, jednoznaczność itp. musi zadbać Duch Święty. Sama nie dam rady. Moją rolą jest wiara, ufność i gotowość współpracy z łaską.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz