13.10.06

Katechizm

No i dostaliśmy lekturę! Prawie całe dwie stroniczki, wzięte z Katechizmu Kościoła Katolickiego, plus dwa Psalmy. Niby tak miało być, Katechizm miał być jednym ze źródeł, i to ważnym, ale jakoś jednak czuję się z tym dziwnie.

Pamiętam, kiedy Katechizm się pojawił. Nie myślałam wtedy, że to będzie taka ważna książka, słowo "katechizm" kojarzyło mi się ze szkolnym podręcznikiem religii, z czymś dla dzieci, mało poważnym. Ale kupiłam go, uznałam, że wypada mieć. Od tej pory stał na półce, nie czytałam go, tylko używałam jak encyklopedii: zaglądałam do niego, aby sprawdzić, jaka jest nauka Kościoła w konkretnych sprawach, które mnie akurat interesowały.

Jakoś niedługo później na forum Catholic Online pojawił się wątek z ankietą "jaką książkę zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę?". Dyskutanci podzielili się na zwolenników Biblii (niekiedy z uwagą, że to w zasadzie oszustwo, bo Biblia to nie jedna książka, ale cała biblioteka) oraz Katechizmu właśnie. Ci pierwsi (do których jest mi zdecydowanie bliżej) nie mogli się nadziwić tym drugim, że wolą przemijające ludzkie dzieło od Słowa Bożego; ci drudzy przypominali tym pierwszym, jak opłakane skutki (z protestancką herezją włącznie) może mieć czytanie i interpretowanie Pisma św. samodzielnie, bez łączności z Kościołem.

No ale mimo wszystko ten Katechizm jest nam dany nie na wiwat, mimo wszystko wręcza nam go Święta Matka Kościół, mimo wszystko stanowi on część wiecznie żywej i wiecznie młodej Tradycji. Nie jest to może kosztowne wino Słowa Bożego1, ale przecież nie sposób żyć o samym winie...

Zresztą, w Katechizmie właśnie stoi napisane, że "trzeba nam nieustannie oczyszczać nasz język z tego, co ograniczone, obrazowe i niedoskonałe, by nie pomieszać niewypowiedzianego, niepojętego, niewidzialnego i nieuchwytnego Boga z naszymi ludzkimi sposobami wyrażania". Więc do roboty! Oczyszczajmy...


1 "Niestety karmimy się soczewicą i pijemy wodę, podczas gdy w Piśmie Świętym zostało nam dane kosztowne wino słowa Bożego." - Joseph Ratzinger, Wzniosła Córa Syjonu.

Brak komentarzy: