17.10.06

Dowody na istnienie

Człowiek przyzwyczajony do naukowego rozumienia słowa "dowód" wzdryga się, słysząc o dowodach na istnienie Boga. Katechizm, najwyraźniej nie chcąc zadzierać z przemądrzalcami, zastrzega się starannie, że nie chodzi tu o dowody, jakich poszukują nauki przyrodnicze, ale o "spójne i przekonujące argumenty", które pozwalają osiągnąć prawdziwą pewność, po czym argumenty te dzieli z grubsza na dwie kategorie: bazujące na obserwacji bądź to świata materialnego, bądź to osoby ludzkiej. Pięć dróg Tomasza z Akwinu, na przykład, należy do pierwszej kategorii.

Ciekawa rzecz, ale mnie osobiście jakoś te argumenty "ze świata" nie przekonują. Ciekawa dlatego, że w końcu jestem tzw. ścisłowcem, a nie jakimś humanistą, więc można by się spodziewać, że i w tym przypadku ważniejsza dla mnie będzie Natura niż Człowiek. A tymczasem nie: o ile potrafię się dopatrywać czegoś pozaprzyrodzonego w głosie sumienia czy w wolnej woli człowieka, o tyle religijna interpretacja zachwytu nad światem jest mi w zasadzie obca.

Trochę sobie myślę (czy może - obawiam się), że przyczyną tego stanu rzeczy jest ten sam mechanizm, który powoduje, że z upodobaniem czytamy prasę codzienną, dopóki nie zahacza ona o naszą własną dziedzinę. Popularne gazetowe artykuły o astronomii podobają się wszystkim oprócz astronomów - bo ci są na tyle kompetentni, aby wyłapać wszystkie potknięcia, nadmierne uproszczenia i nieścisłości i zirytować się nimi. Czyżby więc argument z wolnej woli był równie niesprawny, jak argument z ruchu - tyle, że ja tego nie widzę, bo za dużo wiem o ruchu, a za mało o wolnej woli? (Trzeba by zapytać jakiegoś psychologa, czy ma odwrotne problemy...)

A może nie, może jest na odwrót. Może jestem głupim ścisłakiem, który nie widzi lasu spoza drzew? Może świat naprawdę mówi o Bogu, tylko ja tego nie dostrzegam? Może za bardzo jestem zafiksowana na tym, co wydaje mi się, że wiem? Może za bardzo zżyłam się ze zdumiewającą urodą świata, żeby się nią zachwycać?

Zapytany, dlaczego do zakonu częściej wstępują humaniści niż teologowie i kanoniści, mistrz Jordan odpowiedział: "Dobrym winem łatwiej upiją się wieśniacy, którzy zwykle piją wodę, aniżeli szlachta czy mieszczanie, którzy nie przejmują się mocniejszym winem, gdyż mają je na co dzień. Humaniści przecież przez cały tydzień piją wodę Arystotelesa i innych filozofów, dlatego jeśli łykną na niedzielnym czy świątecznym kazaniu słów Chrystusa i Jego sług, od razu są upici winem Ducha Świętego i nie tylko swój majątek, ale samych siebie Bogu ofiarują. Teologowie zaś często takich słów słuchają, toteż są czasem jak nieokrzesany kościelny, który bez szacunku zachowuje się przy ołtarzu i odwraca się do niego tyłem, gdyż często przebywa w kościele". [Legendy dominikańskie]

Brak komentarzy: