A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym. [Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich "Nostra aetate"]
No bo faktycznie. Trudno chyba wymagać od przeciętnego Żyda z pierwszego wieku, spokojnego rybaka czy kupca, aby osobiście sprawdzał wiarygodność każdego samozwańczego mesjasza - i obciążać go odpowiedzialnością, gdy się pomyli. Ufając swoim przywódcom religijnym, arcykapłanom i uczonym w Piśmie, taki człowiek czyni jedyną rozsądną rzecz. Podobnie jak współczesny chrześcijanin, który z pewnością zgłupiałby do reszty, gdyby miał osobiście prawdzać wiarygodność wszelkich samozwańczych wizjonerów i proroków. Bernadeta z Lourdes, Łucja z Fatimy, Vicka z Medugorje... Anna Katarzyna Emmerich, Vassula Ryden, Maria Valtorta... Ufając Kościołowi, czynimy jedyną rozsądną rzecz.
No dobrze - ale niektórzy Żydzi jednak uwierzyli w Jezusa. Choćby Apostołowie. Czyli dało się. Co takiego im to umożliwiło, czego ich pobratymcy nie mieli? Cóż - wszyscy oni Jezusa spotkali. Zostali wezwani osobiście, po imieniu. Popatrzono im w twarz. Kiedy Bóg spogląda komuś w twarz, to potem nic już nie jest takie samo.
A dziś? Czy ktoś, kto nie wierzy w Jezusa, może w Niego uwierzyć, skoro nie ma szans spotkać Go na ulicy?
Myslę, że tak. Bo może spotkać Go w nas. Ale to straszna odpowiedzialność jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz