31.10.06

Re: manent

Po napisaniu ostatniego postu przegrzebałam stare foldery pocztowe i znalazłam te listy do (i od) męża (wtedy jeszcze narzeczonego), a w nich fragment o wierze i nawróceniu, który jakoś chyba pasuje do tych rekolekcji (choć może bardziej do poprzedniego odcinka), więc wklejam.
Date: Fri, 14 May 1999 13:54:57 +0200 (MET DST)
>Subject: Re: manent

> Nas laczy tez wiara, chyba coraz bardziej.

To prawda, ja tez to czuje. I odczuwam potrzebe, aby to nie tylko przyjac do wiadomosci, ale zrozumiec, dlaczego coraz bardziej. Z mojej strony to wyglada tak, ze kiedy sie poznalismy, wiara mogla mnie laczyc z kimkolwiek na poziomie dosyc trywialnym (bo sama jej duzo glebiej nie przezywalam): ze nie musze sie przed Toba tlumaczyc z tego ze - dajmy na to - musze byc na mszy albo nie moge isc z Toba do lozka.

Wlasnie tak: `musze' i `nie moge', nie `chce' i `nie chce'. Zreszta sam napisales, ze bylam gesia; czy ges moze byc wierzaca? (Swoja droga jak to zrobiles, ze sie zakochales w takiej gesi, przeciez to bez sensu?)

Pod wplywem swiadectw o wielkich nawroceniach (niekoniecznie nawroceniach ludzi stojacych uprzednio poza chrzescijanstwem, ale takich jak ja, przezywajacych swoja wiare w sposob trywialny), zaczelam tesknic za takim doswiadczeniem, za dotknieciem laski. Nauczono mnie (za wczesnie!), ze nie my szukamy Boga, ale On nas; zreszta nie bardzo rozumialam, czym by mialo byc z mojej strony szukanie Boga, skoro juz
jestem ta `porzadna katoliczka'(?). Liczylam na jakies uczuciowe fajerwerki (to staly motyw w swiadectwach nawrocen).

Ale w pewnym momencie przerazilam sie, ze moge przezyc zycie, nie doczekawszy sie tego dotkniecia; ze moze myle sie, czekajac na nie. Wtedy podjelam cos, co nie bylo swiadoma strategia udawania, ale z perspektywy czasu moge to scharakteryzowac jako probe zachowywania sie tak, jakby to spektakularne dotkniecie laski w moim zyciu nastapilo. [Ja nie chce Cie prowokowac do polemiki, ze zapewne nastapilo, tylko tego nie zauwazylam; albo ze dotkniecie laski odbywa sie nie w sferze uczuc. Teraz juz to wiem.]

Jednym z elementow tej strategii bylo przylaczenie sie do wspolnoty MF (czyli rzecz sie dziala jakies piec i pol roku temu). Nie przezylam `spowiedzi nawroconego', z placzem i nowym spojrzeniem na dotychczasowe zycie. Zrozumienie przychodzilo stopniowo, na tyle wolno, ze gdy uswiadamialam sobie, jaka bylam podla idiotka czyniac to a to - to a to bylo juz dawno pogrzebane pod stosem sakramentalnych rozgrzeszen (sorry, jesli Cie razi ta metafora). Na poziomie emocji to mi wcale nie ulatwia sprawy. Ale kiedy staje mi przed oczami moj dawny grzech a rownoczesnie nagla luka w pamieci pochlania wspomnienie spowiedzi i rozgrzeszenia (chocby i nie dosc swiadomie przyjetego) - zwalam to na bezposrednia interwencje szatana i ide spac, zeby nie zwariowac.

Wrocmy do glownego watku: nie przezylam emocjonalnych uniesien, jakich opis stanowi zwykle istotny watek swiadectwa nawrocenia. A jednoczesnie obserwuje w swoim zyciu owoce tegoz nawrocenia. Widzialam Adasia D. modlacego sie jezykami i nie smiem watpic, ze czynil to w dobrej woli na chwale Boga i pozytek Kosciola. Ale boje sie, ze w moich ustach taka modlitwa bylaby jarmarczna sztuczka; wiec nie prosze o ten dar. Nie wysmiewam osob z czcia powtarzajacych swiadectwo o cudzie: o.Pio mial
43 stopnie goraczki (i bialko mu sie nie scielo). Ale wole zachwycac sie faktem, ze gatunek o tak waskim przedziale tolerowanych temperatur jak nasz nie tylko nie wyginal, ale opanowal wszystkie strefy klimatyczne. Taki mam styl; i udalo mi sie go nie zagubic. Laska buduje na naturze.

[...] Tak czy owak, poza faktem ze sie swoja wiare przezywa, jest jeszcze pytanie, czy sie o niej mowi. Jesli nie, to chyba nie ma mozliwosci, zeby laczyla dwoje ludzi chocby tak silnie jak nas teraz; choc rzecz jasna nie jest tez tak, jakoby bez slow nie dalo sie przezywac wiary wspolnie. Dawanie swiadectwa slowem to odrebna umiejetnosc. Myslalam, ze nauczylam sie tego w MFie i ze bez tej wspolnoty nie umialabym tego robic. Nie wiem tylko, gdzie sie tego nauczyl moj ojciec, ktory przeciez do zadnej wspolnoty sie nie wplatal, ani gdzie Ty sie tego nauczyles. Moze on sie tego nie uczyl, tylko przypominal z dawnych czasow (a ze w czasach przed moim urodzeniem mogl sie znalezc w srodowisku formujacym te sprawnosc, to ja moge uwierzyc); moze jak sie jest dostatecznie dojrzalym, to mozna zaczac samemu; moze mnie kochasz i dlatego przede mna umiesz sie otworzyc, a z nikim innym tak by nie bylo (ja Ci potrafie powiedziec wiecej o tym jak przezywam swoja wiare niz ludziom ze wspolnoty; pare lat temu jeszcze bylo odwrotnie); nie wiem. Wiem, ze masz racje piszac ze wiara laczy nas coraz bardziej. I to dla mnie bardzo duzo znaczy.

Brak komentarzy: