Czy pojmujesz Pismo Św. jako rozmowę Boga z człowiekiem? W czym dla ciebie wyraża się dialog? Jeśli nie jest rozmową czym jest dla ciebie?Pismo jako rozmowę? Nie, no chyba jednak nie. Rozmowa wymaga interaktywności, Pismo święte po prostu jest, jakie jest, nie zmienia się pod wpływem tego, co ja mówię. Moje rozumienie może się zmieniać, ale to inna sprawa.
Nie jestem Mojżeszem, nie rozmawiam z Bogiem twarzą w twarz.
Pismo święte jest dla mnie bardziej podobne do listu niż do rozmowy. Listy też się przecież dostaje od żywych osób, list też może przekazywać ważne treści i uczucia. W okresach rozłąki z moim mężem, a wcześniej narzeczonym, głównym kanałem komunikacji między nami była poczta elektroniczna. I jakoś zastępowała ona bezpośrednią rozmowę, i przynosiła nieprawdopodobnie wiele wzruszeń i radości. Ale jednak czegoś brakuje, jednak to nie to samo co bezpośrednie spotkanie. Maile, jakie wymienialiśmy, liczyły po parędziesiąt linijek gołego tekstu - raptem półtora kilobajta. Nie da się, po prostu fizycznie się nie da spakować tonu głosu, mowy ciała itp. do takiej objętości. Coś się nieodwołalnie traci.
Pewnego dnia przy lekturze listu od męża naszło mnie dziwne uczucie. Ja właściwie nie mam żadnej gwarancji, że to naprawdę jest list od męża! Ten sam tekst mogła wygenerować małpa uderzająca losowo w klawisze! Jest to, oczywiście, skrajnie nieprawdopodobne - ale nie niemożliwe, prawdopodobieństwo takiego zdarzenia da się sensownie policzyć (w przeciwieństwie do prawdopodobieństwa zdarzenia polegającego na tym, że witający mnie na lotnisku mężczyzna, mimo iż ma twarz, głos i sylwetkę mojego męża, nie jest wcale moim mężem, ale zupełnie kim innym). Pozostaje mi tylko zaufać... ale zaufać komu? Czy list może sam potwierdzić swoją autentyczność?
Czy to Ty, Panie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz