15.10.06

Mysterium tremendum

No ale chyba jednak są ludzie, którzy Boga nie szukają? Znam ateistów szczęśliwych w swoim ateizmie, którym najwyraźniej nic więcej nie potrzeba. Czy to nie przeczy katechizmowej formule, że pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka?

Katechizm sam zaraz wymienia czynniki, które mogą spowodować zapomnienie o tej głęboko skrytej potrzebie. Dziwna jest trochę ta lista. Mamy na niej sformułowanie "obojętność religijna", które jest raczej opisem problemu niż przyczyną; mamy "klasyczne wymówki" (uwikłanie w sprawy tego świata, złe wpływy); mamy poważny problem filozoficzny (kwestię zła); mamy wreszcie skłonność człowieka grzesznego do ukrywania się ze strachu przed Bogiem i do ucieczki przed Jego wezwaniem. Tę samą skłonność, która kazała Adamowi w Raju powiedzieć: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się [Rdz 3,9]. I ta ostatnia przyczyna wydaje mi się jakoś najgłębsza i najtrudniejsza do pokonania. Bo można po ludzku dorosnąć do niezależności od prądów umysłowych epoki czy do wolności od trosk materialnych, można nawet po ludzku osiągnąć postawę pogodnego stoicyzmu wobec zła. Ale nie sposób tylko po ludzku wyzwolić się z lęku przed tym wszechogarniającym spojrzeniem, przed którym wszystkie nasze małe, brudne sekrety stają w oślepiającym świetle dnia.
Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane. [Ps 139,1-3]

Brak komentarzy: