22.10.06

Pierwszeństwo słowa przed pojęciem

Tak zwykłam określać pewien styl głoszenia kazań czy nauk rekolekcyjnych, który strasznie mnie irytuje. Bierzemy jakieś słowo (np. samotność albo miłość) i pytamy, co ono znaczy, z czym nam się kojarzy, zaczynamy odróżniać "prawdziwą samotność" od "samotności w popularnym rozumieniu" itp. itd. Nonsens, znaczenia słów są umowne, można zamiast samotność mówić futliputli, byle to futliputli najpierw porządnie zdefiniować. Czyż nie?

Leżałam ostatnio przez parę dni w łóżku z przeziębieniem i dla zabicia czasu czytałam Wprowadzenie w chrześcijaństwo Josepha Ratzingera (skądinąd świetna książka!). Znalazłam tam niemal to samo sformułowanie - "pierwszeństwo słowa przed myślą" - z tym, że Ratzinger twierdzi, że tak ma być.
Inaczej mówiąc: w wierze jest pierwszeństwo słowa przed myślą, co odróżnia jej strukturę od struktury filozofii. W filozofii myl wyprzedza słowo, jest wynikiem rozważania, które następnie usiłujemy ująć w słowa; pozostają one zawsze czymś wtórnym w stosunku do myśli i dlatego dadzą się zasadniczo zastąpic innymi słowami. Wiara natomiast przychodzi do człowieka z zewnątrz i jest to dla niej istotne. [...] Wyobrażenie, iż wiara właściwie powinna była powstać w ten sposób, że ją sobie sami wymyślamy i znajdujemy na drodze czysto prywatnych poszukiwań prawdy, jest już w gruncie rzeczy wyrazem pewnego ideału, pewnej postawy myślowej, która zapoznaje to, co w wierze istotne, a co polega na tym, że jest ona przyjęciem tego, czego się nie da wymyślić. [Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo]
No bo wiara rodzi się z tego, co się słyszy [Rz 10,17].

Brak komentarzy: