Więc chciałoby się zobaczyć płynne przejście od celebracji Eucharystii, której nikt miana liturgii nie odmawia, aż do barokowego bogactwa nabożeństw i modlitw, a nawet prostych gestów łamania opłatka czy zapalenia świecy. I chyba można się takiego przejścia dopatrzeć, jesli się zacznie wyżej. Nie od mszy. Od Apokalipsy.
Liturgia jest „czynnością” całego Chrystusa (Christus totus). Ci, którzy obecnie ją celebrują - poprzez znaki, którymi się posługują - uczestniczą już w liturgii niebieskiej, gdzie celebracja w całej pełni jest komunią i świętem. [KKK 1136]Nasza liturgia "podczepia się" pod liturgię niebieskiego Jeruzalem, stamtąd czerpie swą siłę i wieczną aktualność. W analogiczny sposób pod liturgię podczepiają się wszelkie paraliturgiczne gesty i ceremonie, kolejno bardziej i bardziej wtórne. Świeca zapalana przy rodzinnej kolacji jest córką tej zapalanej na modlitewnym spotkaniu Kościoła, wnuczką tej płonącej w czasie mszy na ołtarzu, prawnuczką paschału. I praprawnuczką Świecy płonącej wiekuiście przed tronem Boga i Baranka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz