14.10.06

Oblicze Boże

Czy ja pragnę Boga? Chyba nie. Nie pragnę Go, tak jak nie pragnę Wszechswiata czy choćby Słońca. Po pierwsze, są dla mnie o wiele za duże; po drugie, one już tu są i moje ewentualne pragnienia nic w tej kwestii nie zmienią. Z Bogiem jest podobnie. On już tu jest; to nie moje pragnienie powołało go do istnienia (ani nie zniknie, jeśli będę go ignorować). Jeśli stworzył mnie dla Siebie, to ja nie mam tu nic do gadania.

Ale w takim razie co mnie skłania do praktykowania wiary? Do łażenia na niedzielną mszę i środowe spotkania 3/4, do spowiedzi, do modlitwy, do religijnej lektury, do jałmużny itp., itd.? Chyba nie samo poczucie obowiązku, chyba musi być jakaś emocjonalna podkładka, bo tak po prostu jesteśmy skonstruowani?

Czasem mówi się nie o pragnieniu Boga, ale o pragnieniu Nieba. Ale pragnienie Nieba można przeżywać kompletnie egoistycznie, jako pragnienie osobistej szczęśliwości, czy wręcz (jeśli się już wierzy, że są tylko dwie opcje na wieczność) jako lęk przed mękami piekła. Na pewno trochę takiej postawy jest we mnie. Ale bardziej chyba oczekuję Nieba jako miejsca (momentu? rzeczywistości?), w którym wszystko się wreszcie wyjaśni.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz.
[1Kor 13,12a]

Jak łania pragnie wody ze strumieni,
tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!
Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego:
kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?
[Ps 42,2-3]
Ujrzeć oblicze Boże. Tego chcę.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Hej Kasia,

ja tylko chciałem dołożyć dwa słowa na temat pragnienia, tak ja ja to widzę. Wydaje mi się, że mówiąc o pragnieniu nie zawsze mamy na myśli rodzaj emocjonalnego pragnienia (tak jak się czasem pragnie loda, gdy przychodzi na niego ochota :) ). Czasami (może często) rozumiemy przez "pragnienie" naszą chęć czy wewnętrzne przekonanie, a może wręcz taką wolę do tego aby coś zrobić dobrze, aby nasze życie ułożyło się, aby jadąc do rodziny nie napotkać korków i by droga nie miała dziur. A więc czasami bardziej to słowo "pragnienie" może odnosić się do woli niż do emocji. Tu chyba występuje podobny mehcanizm jak przy określaniu czym jest miłość (jedni opisują ją jako rodzaj emocji czy uczucia, inni określają ją jako wolę i decyzję).
Być może więc dobrze jest spojrzeć na pragnienie Boga jako rodzaj woli
"zapisanej"?, ukrytej? w nas, która być może częsciej objawia się jako pragnienie by być kochanym, akceptowanym, szczęśliwym i by samemu kochać innych ... Warto też zastanowić się na ile to pragnienie jest lub nie jest zagłuszane przez różne rzeczy tego świata i próbować na nowo odszukać w sobie to pragnienie o ile prawdą jest to co mówi Biblia, że to pragnienie jest złożone w każdym człowieku.

Pozdrawiam,
Andrzej